|
O biseksualności w wybranych powieściach i filmach
Istnieją przyjaźnie z pewnym
posmakiem, niewątpliwie erotycznym, ale przecież nie zmysłowe.
Cytat zaczerpnąłem z Adama Grywałda Tadeusza Brezy, powieści wydanej po
raz pierwszy w r. 1936, dziś nieco zapomnianej, mimo że mającej walory
artystyczne. Pisząc ją, 30-letni Breza miał za sobą m. in. doświadczenie pobytu
w klasztorze. Książka nie odwołuje się do tych wspomnień, niemniej dotyka
zapewne rozterek samego autora. Powieść przedstawia biseksualność w sposób
bardzo delikatny, a jednocześnie sugestywny, naturalny i życzliwy. Zresztą wątek
homoseksualny rozwija się powoli i jest konsekwencją wcześniejszych wydarzeń.
Narrator opowiada ponadto o innych sytuacjach, skupia się na detalach
codzienności i na podglądaniu życia, zachowania i postaw ludzi w bliższym i
dalszym otoczeniu oraz wyciąganiu wniosków z tych obserwacji.
Adam Grywałd przez ponad rok
jest zakochany w Izie Mosse. Spotykają się, rozmawiają, uczą intymności, sporo
przebywają ze sobą. Nie wiadomo dlaczego – pewnie odpowiedzi należy szukać w
doświadczeniach życiowych – to uczucie ze strony Izy się kończy. Być może Adam
nie spełniał jej oczekiwań, być może wyczuła jego „inność”. Częściowo wmieszała
się też do wszystkiego pani Julia Mossowa, matka Izabelli, która, widząc smutek
w oczach córki, zabroniła Adamowi „krzywdzić swoje dziecko”. Nie wiadomo jednak,
o co dokładnie poszło. Ponieważ jednak Iza wyszła wkrótce za mąż za poznanego
nieco wcześniej Dieuvalsa, łatwo się domyślić, że jej nowe uczucie okazało się
prawdziwsze niż do Grywałda.
Izabella wyjechała z mężem za granicę. Tymczasem ze względów
grzecznościowych Grywałd nadal bywał w domu jej rodziców w Warszawie. Mniej
więcej wtedy z dłuższego pobytu w Londynie powrócił do Warszawy nieznany
wcześniej Adamowi brat Izy – Edmund Mosse.
W tym okresie Grywałd nadal żyje uczuciem wobec Izy, z pietyzmem wpatując się
codziennie w jej fotografię. Edmund Mosse zostaje natomiast zapoznany z
właścicielką zakładu fryzjerskiego – Joanną Kurdwanówną i zdobywa z nią
doświadczenia seksualne. Jednocześnie Grywałd i Mosse już się znają.
Zaczyna się od tego, że kilka
osób z otoczenia, a później sam Adam dostrzega podobieństwo rysów twarzy między
Izą a Edmundem. Grywałd najprawdopodobniej nie może oderwać od niego wzroku
właśnie ze względu na to podobieństwo. Wkrótce Adam i Mossek zaprzyjaźniają się.
Narrator pierwotnie spostrzega ich układ jako relację między starszym, a młodzym
bratem czy nawet ojcem, a synem (Adam ma ok. 35 lat, Edmund około 22), potem
padają słowa o przyjaźni, zacytowane powyżej. Adam z kolei interesuje się
wątkami homoseksualnymi we współczesnej literaturze. W końcu ktoś puszcza w
Warszawie plotkę o gustach ...mosseksualnych. Wreszcie w rozmowie z narratorem
Edmund przyznaje, że Adam jest dla niego najbliższą osobą. Równocześnie relacja
między Adamem a Edmundem jako przyjaźń, choć i coś więcej, jest tolerowana przez
najbliższe otoczenie. Zresztą wszystko rozgrywa się na poziomie duchowym,
panowie spędzają ze sobą każdego dnia wiele godzin na rozmowach, a Adam jest
człowiekiem inteligentnym i oczytanym, ma ponadto pewien talent pisarski. Matka
Izy i Edmunda cieszy, że Grywałdowi udało się poprawnie ułożyć stosunki z jej
domem po tym, jak Iza wyszła za mąż za innego, jest również zadowolona, że
Edmund ma w Adamie powiernika, który przekazuje mu swe doświadczenie życiowe.
Natomiast nie wygasło do końca uczucie Adama wobec Izy. Gdy ta ma przyjechać do
rodziców, Adam wyjeżdża, bojąc się, że wobec spotkania powrócą jego emocje.
Pisarze Dwudziestolecia chętnie
analizują psychikę, przy okazji poruszając wątki bi- i homoseksualne. Zofia
Nałkowska w Romasie Teresy Hennert opisuje dwóch wojskowych – wyższego i
niższego rangą. Ten młodszy pragnie najpierw w poglądach, a potem także w
słowach, gestach naśladować drugiego. Wreszcie mężczyźni upodabniają się do
siebie, następuje ich identyfikacja.
Wielu bohaterów homo- i
biseksualnych wprowadza na karty swych utworów Jarosław Iwaszkiewicz. Nie
chciałbym jednak skupiać się na opowiadaniach, tym bardziej że są one już
zinterpretowane na wiele sposobów (jako ciekawostkę warto przytoczyć
interpretację, gdzie bohaterki Panien z Wilka w rzeczywistości miały być
młodzieńcami). Ciekawi mnie natomiast postać Janusza Myszyńskiego, bohatera już
powojennej powieści Iwaszkiewicza Sława i chwała (polecam również
nakręcony na podstawie książki serial Kazimierza Kutza).
Janusz ma korzenie
arystokratyczne. Wychowuje się jednak w pustym domu: matka zmarła wcześnie,
ojciec jest dziwakiem i budzi respekt. Siostra jest znacznie starsza i ma swoje
życie, męża i dziecko. Janusz usposobienie ma łagodne i marzycielskie, niełatwo
odnaleźć mu swoje miejsce w życiu. Np. po skończeniu studiów stwierdza, że ani
szkoła, ani koledzy, ani profesorowie nic mu nie dali.
Zastanawiam się nad jedną
kwestią. U Janusza widać pewne pęknięcie. Badacze powieści głowili się, z czego
ono wynika. Przypisywali je po części klimatowi domu, ale zaznaczali, że to nie
tłumaczy do końca sytuacji. Osobiście mam wrażenie, iż Janusz jest po prostu
osobą biseksualną i zagubioną w życiu m. in. z tego powodu. Wskazują na to
rozmaite sytuacje.
Myszyński uporczywie szuka przez całe życie przyjaźni po męskiej stronie.
Odnajduje się m.in. pod względem towarzyskim, kontaktów z ludźmi, bliskich
rozmów w okopach I wojny. Podobne zjawiska zauważa zresztą Modris Eksteins w
Święcie wiosny. Wielkiej wojnie i narodzinach nowego wieku. Eksteins stwierdza,
że w warunkach wojennych nawiązywały się szczególne przyjaźnie i że miała
miejsce wspólnota mężczyzn, która rzadko dokonałaby się w podobnym wymiarze w
innych warunkach. Badacz zaznacza także, że powracający z wojny żołnierze
wpadali w przygnębienie, m.in. dlatego że zabrakło im w warunkach pokojowych
psychicznej więzi z innymi mężczyznami. Warto nie ulegać prezentyzmowi i
pamiętać, że do r. 1914 nie znano wojny na taką skalę i że nie angażowano
wcześniej aż tylu żołnierzy, a na front powołano po raz pierwszy mężczyzn,
którzy wcześniej nie otarli się o wojsko i którzy zostali wyrwani ze swoich
światów i aby psychicznie przetrwać, poszukiwali zarówno wspólnoty, jak i
zrozumienia w oczach drugiego człowieka.
Janusz Myszyński jest samotnikiem. Już po wojnie nie bardzo umie wyjść do
ludzi, ale też otoczenie nie ułatwia mu zadania. W końcu emocje zwraca w stronę
dwóch osób – Janka Wiewiórskiego, którego ojciec był niegdyś lokajem w
domostwach Myszyńskich i w stronę Zosi Zgorzelskiej. Tak naprawdę trudno jednak
powiedzieć, skąd wziął się pomysł Janusza na małżeństwo z Zosią. Swego czasu
Zosia i Janusz wybrali się towarzysko na spacer. Rozjechali się potem w swoje
strony, aż wrescie po niemal 10 latach Janusz pomyślał, że właściwie dlaczego
nie odnowić by znajomości. Odnalazł Zofię w Krakowie, wkrótce się pobrali, a
małżeństwo było ani szczęśliwe ani nieszczęśliwe. Wydaje się, że Janusz lubił,
cenił swą żonę, ale gdzieś zabrakło głębszych emocji. Być może byłby w stanie
ofiarować je właśnie mężczyźnie? Jego przyjaciel Janek Wiewiórski ma rodzinę,
więc tutaj nie bardzo możliwe są odniesienia głębsze niż czysta przyjaźń.
Niemniej czytelnik ma wrażenie, że Myszyński bardziej ożywia się w towarzystwie
swego przyjaciela niż żony. Zosia zresztą wkrótce niestety umiera. Janusz nie
szuka już kolejnej kobiety. Podkochuje się w nim prowadząca mu dom Jadzia.
Myszyński ją ceni, ale w żaden sposób nie odwzajemnia emocji. Jednocześnie
czuje, że pogłębia się jego samotność i marzy o bliskim powierniku. Tymczasem
Januszowi, gdy chodzi o ideały, poszukiwanie bliskości z ludźmi, wyrasta
następca – jego siostrzeniec, Allo Biliński.
Ciekawostką jest, że w
Sławie i chwale jednym ze znaczących bohaterów jest Edgar Szyller, w którym
badacze bez trudu dostrzegają Karola Szymanowskiego.
Powieścią wydaną w 1970 r., ale
klimatem i czasem akcji związaną z Dwudziestoleciem, są Kotły Beethovenowskie
Michała Choromańskiego. Przeżyłem kiedyś zdziwienie, gdy czytając artykuł o
Choromańskim w gazecie codziennej, natknąłem się na stwierdzenie, że żona
zarzucała pisarzowi zdrady i że niekoniecznie były to zdrady z innymi kobietami.
Uważam, że Kotły
Beethovenowskie wpisane są właśnie w podobny klimat. Ich bohater, 23-letni
Jan Fiłomadzki, próbuje się określić i po stronie hetero- i homo-. Być może na
takie rozterki wpłynął przypadek – pojawienie się w miasteczku, gdzie Janek
spędza tradycyjnie wakacje u ciotki, tajemniczego jegomościa. Siostrzeńca, a
może wuja zmarłego rejenta, wyglądającego niczym Dorian Gray, młodo, choć
powinien staro, mającego lat może 30, a może 60. W rozmowach z Fiłomadzkim
człowiek ten porusza, choć nigdy nie nazywa ich po imieniu, wątki homoseksualne.
Mówi np. o św. Sebastianie, o Gilles de Raisie, o Doriane Grayu czy też o
pisarzach, którzy nie kryli się ze swoją orientacją.
W powieści Choromańskiego znów
mowa jest o identyfikacji – Fiłomadzki zaczyna zauważać, że coraz częściej,
zresztą nawet wbrew sobie, naśladuje w gestach, słowach, zachowaniu swego
rozmówcę.
Podczas tych wakacji Jan ma
kochankę. Jest ona zresztą bardzo podobna do „przyjaciółki” Edmunda Mossego z
Adama Grywałda – starsza, a rozkochująca w sobie wielu mężczyzn, poczym ich
porzucająca. Fiłomadzki w pewnym momencie zaczyna sobie tłumaczyć rozterki
homoseksualne w ten sposób, że został odtrącony przez kobietę, a jednocześnie
dlatego że świat pokazywany przez tajemniczego siostrzeńca rejenta okazał się
pociągający. Mimo wszystko Janek nie chce swych pragnień zaakceptować.
Najistotniejsza wydaje się
jednak samotność głównego bohatera. Z rodziny żyje tylko dalsza ciotka, starsza
i mało sympatyczna. Przyjaciół brak. Ewentualni znajomi pozostali w Warszawie.
Tymczasem bohater ma usposobienie spragnione głębszych więzi, jest uduchowiony
i... studiuje grę na fortepianie w Konserwatorium Warszawskim.
Współcześnie cieszy, że szerszy
obraz homo- i biseksualizmu przywołują coraz częściej filmy zagraniczne. W
Godzinach relacje homoseksualne pokazane są w sposób zwyczajny, bez
udziwnień, a pocałunek okazuje się czymś wznioślejszym niż czysty seks (łatwiej
dostrzec to w książce). Klaryssa tworzy naturalny związek z inną kobietą.
Jednocześnie jest najlepszą przyjaciółką dla umierającego pisarza, z którym
właśnie, gdy chodzi o doświadczenia seksualne, wymieniła przed laty kilka
pocałunków, o jakich obydwoje nadal pamiętają. Klaryssa jest ponadto matką
dorosłej córki.
Biseksualizm pokazuje w swych
filmach Ferzan Ozpetek. On, ona i on przedstawia sytuację, gdy żona po
śmierci męża przekonuje się, że ten miał kochanka. Kobieta wyrusza jego śladem,
odnajduje także kilka innych osób ze środowiska gejowskiego i uczy się
akceptacji.
W Hamamie – tureckiej łaźni
bohater odkrywa w sobie tęsknoty tak braterskie, jak homoseksualne, a o
bliskości i doskonałości przeżycia znów świadczą „tylko” pocałunki. Ok. 30-letni
Francesco z niewiadomych przyczyn, mimo że ma subtelne usposobienie, spędza czas
z żoną głównie na kłótniach. Pewnego dnia dowiaduje się, że krewna zapisała mu w
spadku właśnie tytułową łaźnię. Jedzie więc do Stambułu, by w ciągu kilku dni
pozałatwiać formalności, poczym nie ma najmniejszej ochoty wracać. Sama łaźnia
to miejsce męskich spotkań, gdzie trudno dostrzec granicę między przyjaźnią a
ewentualnością większych emocji.
Istotniejsze, że bohater wrósł
w rodzinę, która wcześniej przyjaźniła się z jego krewną. Francesco czuje się po
raz pierwszy u siebie, wie że jest lubiany, akceptowany, traktowany jak syn i
jak brat. Jednocześnie silniej wiąże się z ok. 17-letnim synem gospodarzy.
Wszystko dzieje się pomału i delikatnie, z czasem wyzwalają się jednak emocje i
pragnienia seksualne. Mimo tego brak w filmie sielankowych rozstrzygnięć. U
17-latka o emocjach wobec Francesca zadecydowała najprawdopodobniej głównie
tylko faza w dojrzewaniu (ostatecznie zaczynają go pociągać kobiety), natomiast
Francesco padnie ofiarą intrygi, która wiąże się z kwestiami finansowymi -
niechęcią do sprzedaży hamamu, by w jego miejsce wybudować przez przedsiębiorczą
bizneswoman coś innego.
|