|
Manifest dla bi i homo?
W tym miejscu szerzej omawiam „odmienność” seksualną w odniesieniu do jej
spostrzeganiu w społeczeństwie. Powtarzam celowo niektóre sądy z poprzednich
podstron, a o biseksualności piszę ogólniej w kontekście homoseksualizmu.
Gdy myślimy o mężczyźnie heteroseksualnym, rzadko przed oczyma pojawia się
konkretny obraz. Co najwyżej mamy stereotypowe wyobrażenie człowieka, który po
pracy wraca do domu, zasłania się gazetą, a wolny czas spędza najchętniej na
kanapie lub w pubie, pijąc piwo, oglądając mecze bądź dyskutując na tematy
sportowo-motoryzacyjne. Umiemy też sobie wyobrazić pana nowoczesnego –
towarzyskiego singla bądź dzielnego pomocnika żony w małżeństwie partnerskim.
Podobne spostrzeżenia mają do siebie to, że niewiele mówią o konkretnej osobie,
a przecież świat pełen jest mężczyzn i chłopaków bardziej i mniej doskonałych,
mających rozmaite usposobienia, zainteresowania, pełniących wszelkie role,
mających lat 15 lub 95.
Znacznie bardziej obciążone jednoznacznością jest widzenie gejów. Zakłada się,
że są oni jeszcze bardziej jednolici niż spostrzegani stereotypowo mężczyźni
hetero. Tak więc gej wg powszechnego wizerunku jest człowiekiem, którego
istnienie sprowadza się wyłącznie do orientacji seksualnej bądź cech z niej
wynikających. Zatem lubi przede wszystkim wielość doznań seksualnych, częstą
zmianę partnerów, relacje oparte wyłącznie na pożądaniu. Wg takich wyobrażeń
geja bardzo łatwo rozpoznać. Po stroju, gestach, sposobie mówienia. A ponadto po
większej wrażliwości i pełnieniu określonych ról zawodowych – typu kreator mody,
kosmetyk, fryzjer czy artysta.
Tymczasem wystarczy nieco uruchomić wyobraźnię, by zauważyć, że już
teoretycznie, a nawet ilościowo świat osób homoseksualnych jest tak samo
różnorodny, jak osób hetero. W nauce od dawna trwa spór, ile w populacji jest
osób homoseksualnych. Przychylam się do stwierdzenia, że ok. 10 %. A zatem
samych gejów może być w Polsce ok. 1, 5 miliona (i tyle samo lesbijek). Toteż
dałoby się nimi zaludnić niejedną aglomerację, a trudno przecież o ośrodek
miejski złożony z samych... sobowtórów.
Orientacja seksualna być może wyznacza w niektórych sytuacjach wybór m. in.
wskazanych powyżej zawodów, ale gejami bywają też sprzedawcy, kierowcy, lekarze,
aptekarze – jednym słowem homoseksualiści występują we wszelkich grupach
zawodowych. Stereotypy zawodowe są o dziwo silnie zakorzenione. Z tą kwestią
łączy się następna.
Z moich obserwacji wynika, że faktycznie większość gejów to osoby
ponadprzeciętnie wrażliwe. Z tym że wrażliwość niejedno ma imię, niejedną drogę
ujścia i niejedną potrzebę, by nie wydostawała się na zewnątrz, a ponadto jest
to cecha na tyle ogólna, że daje się przypisać prawie każdemu, podobnie jak np.
o co drugiej spotykanej w życiu osobie mogę powiedzieć, że jest sympatyczna.
Wielu gejów ujawnia swe emocje, wielu ich w ogóle nie okazuje. Spotkać można
osoby empatyczne, ale też ludzi szorstkich; marzycieli i twardo stąpające po
ziemi, przyciężkawe słonie. Albo osoby jednocześnie wrażliwe i bardzo męskie.
Przyjmuje się, że orientacja seksualna wynika z jednego bądź z kombinacji kilku
czynników: genetycznych, hormonalnych i środowiskowych. Sądzę, że ich
oddziaływanie również wyznacza podziały na zachowania społeczne oraz na sposoby
szukania i budowania więzi z partnerem.
Do świadomości społecznej przenikają wyłącznie wybrane zjawiska. Medialne jest
wszystko to, co podkreśla inność. Dlatego prezentuje się często ten rodzaj
homoseksualizmu, który zahacza o transseksualizm i transwestytyzm. Notabene nie
sposób odmówić ciekawości poznawczej filmom Almodovara. Problem powstaje dopiero
wtedy, gdy homoseksualizm w mediach sprowadza się wyłącznie do egzotyki,
przebieranek i „zaburzeń” hormonalnych. Paradoksalnie jednak podobny obraz
przedostaje się do mediów, nie tylko dlatego że taki jest ich wybór. Otóż
homoseksualiści wskazanego typu są na ogół najbardziej wyzwoleni, najbliżsi
swych wewnętrznych pragnień, najmniej bojący się własnego cienia, zatem chętnie
się pokazujący.
Nie zamierzam dokonywać jakiejkolwiek domorosłej typologii. Niemniej chciałbym w
różnych miejscach przywołać migawkowo – co zacząłem powyżej - kilka postaw w
byciu gejem, oczywiście zdając sobie sprawę, że jest to ogląd subiektywny i
bardzo niekompletny. Osobiście mimo że częściowo w kontekście społecznym
rozumiany, nie jest przeze mnie darzony sympatią jeden typ „zawodnika”. Chodzi o
faceta, który na co dzień wiedzie przykładne życie – może być kawalerem, może
być czasem żonaty, może mieć lat 20 albo 2 razy więcej. Niemniej nastawiony jest
na zysk – na zdobycie, na zaliczenie jak największej liczby partnerów, na
relacje wyłącznie seksualne, krótkie, stawiające na hedonizm.
W tym miejscu pozwolę sobie na pewną wizję futurystyczną i wyobrażenie, jakby
było dobrze, gdyby to, o czym piszę poniżej, było już przeszłością. Otóż
paradoksem wynikającym z konieczności ukrywania się jest - jako negatywny skutek
– brak kontroli społecznej. Określenie ‘kontrola’ brzmi groźnie, ale
przyrównajmy je do świata heteroseksualnego. Chłopak ma dziewczynę, na ogół wie
o tym rodzina i znajomi. Pewnego razu para nie na żarty się pokłóciła. Zarówno
dziewczyna, jak i chłopak zwierzają się z tego swym rodzinom. Rodzice doradzają,
jak mogą, dyskretnie agitują, są moderatorami albo nawet mediatorami, pokazują,
jak ta sytuacja wygląda z dystansu. Często pozwala to na powrót pary do siebie i
dalsze budowanie związku.
Konieczność ukrywania się z orientacją seksualną i niska świadomość społeczna,
czym jest homoseksualizm, wywołują odmienne skutki. Załóżmy, że chłopak pokłócił
się z innym. Obydwaj są i tak zmęczeni psychicznie skrywaniem się bądź w co
najlepszym razie grzecznym tolerowaniem ich relacji przez rodziców. Rozstanie,
które teoretycznie nie musi być tym ostatecznym, wywołuje ból i bezradność.
Poradzić można się co najwyżej innych kolegów-gejów, ale brak w tym przypadku
dystansu. Brak też rady doświadczonej osoby, która zasugerowałaby, że nierzadko
czymś piękniejszym jest przejście przez kryzys w związku i dalsze jego budowanie
niż pozornie łatwiejsze szukanie i wiązanie się z kolejnym partnerem. Rodzice
nawet, jeśli są osobami mądrymi i wiedzą o perypetiach swego syna, nie zawsze
mają wystarczającą orientację w temacie, a nie muszą jej mieć, gdyż żałować
pozostaje, że tak rzadko pokazuje się rozmaite punkty widzenia homoseksualizmu w
mediach.
Proszę zwrócić uwagę, że znacznie trudniej poznać partnera osobie homoseksualnej
niż heteroseksualnej. Owszem – istnieją kluby, czasopisma, strony internetowe;
istnieje ogrom ogłoszeń, ale odpada naturalny kontekst. Czy ktokolwiek sugeruje
mężczyźnie heteroseksualnemu, że ideałem może być dla niego każda kobieta, tylko
dlatego że jest... heteroseksualna? A tymczasem powszechnie wydaje się, że gej
stworzy idealną parę z kimś, tylko z tego powodu że tamten też jest gejem.
Męczące jest również poznawanie ludzi najpierw za pomocą np. Internetu, a
dopiero potem na żywo. Treść maili może być bardzo ciekawa, a osoba sympatyczna
i na zdjęciach urodziwa. Niemniej znów brak takiego pola możliwości, jak osobie
heteroseksualnej. Załóżmy, że mężczyzna hetero szuka partnerki. W zasięgu ręki,
w pracy ma 20 kobiet poszukujących partnera. Podoba mu się kilka, poznaje je na
co dzień w zwykłych sytuacjach, flirtuje, przygląda się, widzi, że sam jest
atrakcyjny. Po kilku miesiącach dochodzi do wniosku, że tak szczególnie i z
wzajemnością podoba mu się jedna osoba.
Przedstawiłem sytuację idealną. Niemniej nawet, gdyby taka nie była i tak
okazałaby się znacznie łatwiejsza niż sytuacja chłopaka czy mężczyzny homo.
Początkowo mogę przejść podobną drogę – odpowiedzieć na 20 ogłoszeń, z czego
dostanę 10 odpowiedzi. Do dalszej korespondencji wybiorę, powiedzmy 6 osób, a po
jakimś czasie spotkam się z trzema, z czego uznam po kilku rozmowach, że tak
bardziej podoba mi się jedna. I... w tym momencie zaczynają się schody, bo
przecież tego człowieka tak naprawdę nie znam, nie widziałem go w codziennych
sytuacjach, a poza tym nie mamy (jak w pracy bądź na uczelni) wspólnych
znajomych. Po pewnym czasie okazuje się, że więcej dzieli nas niż łączy, że
przybyliśmy z różnych światów, które do czasu kamuflował Internet. Oczywiście,
że przez sieć poznaje się także wiele par hetero, ale jak pisałem powyżej,
pojawia się tutaj błogosławieństwo rodziny, a w razie niepowodzeń jest się do
kogo zwrócić o radę. Nawiasem mówiąc, wystarczy obejrzeć migawki z
któregokolwiek polskich seriali, by zobaczyć, jak nieraz cała rodzina potrafi
przeżywać perypetie emocjonalne swych heteroseksualnych dzieci, jak je chronić,
jak dyskretnie sugerować rozmaite rozwiązania. Z drugiej strony w polskich
serialach nie ma praktycznie żadnych gejów, m.in. z tego względu, że nie chcą
ich grać aktorzy, co sami podkreślają w wywiadach.
Boję się klątwy samotności. Częściowo wiem, a częściowo się domyślam, że wielu
gejów to osoby uciekające. Zazwyczaj spokojne, życzliwe, skupione często na
celach intelektualnych bądź codziennych działaniach. Po niepowodzeniach albo / i
w związku z negatywnym nastawieniem społecznym zamykają się we własnym świecie
wewnętrznym, tłumiąc potrzeby emocjonalne i w ten lub inny sposób „zapominając”,
kim są. Czują się z tym nawet na swój sposób dobrze, ale w głębi duszy są bardzo
samotne, a ponieważ nie należą do ludzi przebojowych, nie umieją bądź nie chcą
walczyć o swoje prawa; wierzą za to nieświadomie, że społeczeństwo ma rację,
decydując o nich i za nich; nie mają też ochoty ani potrzeby bywać w gejowskich
klubach.
Same kluby są zresztą miejscem specyficznym. Tymczasem nie każdy lubi się bawić
przy głośnej muzyce, przy piwie i w zadymionej atmosferze (notabene nie ma
wielkich różnic między wyznaczeniem jedynego „słusznego” wzorca zabawy dla
wszystkich, niezależnie od orientacji), nie każdy ma ochotę na chamskie podrywy,
nie każdy ma potrzebę znać 150 innych gejów. Zdaje się, że ostatnią sprawą,
jakiej służą kluby, jest możliwość poznania kogoś na dłużej. Trzeba jednak znów
pamiętać, że w klubach bywają najprzeróżniejsze osoby i że... całe mnóstwo osób
homoseksualnych nigdy nie było w takim miejscu.
Warto też nadmienić, wracając do rozmaitych uwarunkowań orientacji, a także do
indywidualnych różnic, że homoseksualizm nie równa się seksualizm i że bycie z
drugą osobą obejmuje przecież emocje, a w związku z tym obok seksoholików znajdą
się osoby szukające głównie więzi emocjonalnej albo... wyłącznie takiej, a obok
osób zaawansowanych „technicznie” znajdą się ludzie poszukujący zrozumienia przy
wspólnie wypijanej z drugim mężczyzną kawie.
Zdaję sobie sprawę, że, być może, jestem nietypowy w poglądach i czy tego chcę
czy nie dzieli mnie sporo np. od bohaterów współczesnych polskich powieści
gejowskich. Podjąłem jednak kiedyś pewne postanowienie – postanowiłem się nie
kryć sam przed sobą. Oczywiście odkrywanie nie dokonało się z dnia na dzień. A
teoretycznie mógłbym mieć prosto, ponieważ czuję się zarówno homo-, jak i
heteroseksualistą. Wiem jednak, w co jestem w stanie angażować się silniej i nie
szukam też rozmaitych parawanów typu: chęć posiadania dzieci, ułatwiania sobie
funkcjonowania w życiu społecznym itp. Staram się być przyzwoitym, życzliwym
człowiekiem, jestem zdaniem znajomych dość męski, ale nie kryję równocześnie
wrażliwości na rozmaite sprawy ludzkie. W drugim mężczyźnie szukam emocji, a
seksualności wyłącznie delikatnej i jako uzupełnienia relacji emocjonalnej.
Wierny chcę być ze względu na te emocje mężczyźnie, „zrzekając” się relacji z
kobietą. Wiem bowiem, komu jestem w stanie więcej dać. Póki co jednak, wszystko
przede mną – wciąż poszukuję stałości w drugim człowieku.
|